Moja przygoda z eterem (#2)

Praca w Instytucie miała ten plus, że dostałem „przydział mieszkania” na 5-tym piętrze ogromnego bloku na Muranowie. Bezpośrednio z okna sypialni, gdzie miałem też swoje biurko, do komina na dachu przeciwległego budynku zawiesiłem 40 metrowego Long Wire’a, którego podłączyłem do swojego bezcennego „szumofonu” (tak zwykłem nazywać swój US-P). Dzięki temu mogłem każdą wolną chwilę spędzać ze słuchawkami na uszach przeszukując pasma i wsłuchując się w różne sygnały. Czytaj dalej Moja przygoda z eterem (#2)

Moja przygoda z eterem (#1)

(z fragmentami historii PZK w tle)

Na wstępie osobista refleksja związana z moim dzieciństwem. Przed wojną w naszym mieszkaniu najpierw był kryształkowy odbiornik „Detefon” ze słuchawkami, a później pojawiło się „gadające pudełko”. Wtedy prawdopodobnie zostałem zafascynowany falami eteru. Okupacja po wybuchu wojny wiązała się niestety – z dotkliwą konfiskatą radioodbiornika. Tylko mieszkający piętro wyżej folksdojcz mógł korzystać z radioodbiornika i często słuchał polskich audycji radia BBC. Pewnego razu moja ciocia nauczyła nas słuchać audycji radiowych „przez ścianę” (n.b. dopiero po wojnie dowiedziałem się, że była w AK radiotelegrafistką). W tym celu trzeba było przystawić szklankę otworem do ściany a jej denko trzymać przy uchu. Przeważnie było słychać wystarczająco dobrze. Tak na marginesie – przypuszczam, że nasz sąsiad celowo nastawiał swoje radio dostatecznie głośno. Czytaj dalej Moja przygoda z eterem (#1)

Pomnik poświęcony ofiarom katastrof lotniczych

Toczące się dyskusje na temat lokalizacji pomnika upamiętniającego katastrofę lotniczą w Smoleńsku wzbudzają wiele emocji. Był to bez wątpienia jeszcze jeden tragiczny wypadek pasażerskiego samolotu (oby ich nie było więcej). Wszystkie ofiary takich wydarzeń zasługują – moim zdaniem – na jeden symboliczny pomnik. Sądzę, że warto przypomnieć wybrane poprzednie katastrofy. Czytaj dalej Pomnik poświęcony ofiarom katastrof lotniczych

Reanimacja Atomistyki

Po „Falstarcie Atomistyki” rozpoczął się brzemienny w skutki okres, w którym „Najwyższe Czynniki” okazywały zainteresowanie „nową dziedziną nauki, techniki i technologii”. 4 czerwca 1955 roku mocą uchwały Prezydium Rady Ministrów PRL został powołany do życia Instytut Badań Jądrowych, podporządkowany Polskiej Akademii Nauk. Organizatorem i pierwszym dyrektorem Instytutu był Wspaniały Człowiek prof. dr Andrzej Sołtan! Nasz Zakład Fizyki Elementarnych Cząstek został automatycznie włączony do nowo powołanego Instytutu, a pracownia weszła w skład Zakładu III. Rok później Instytut stał się instytutem resortowym, podległym powołanemu specjalnie Pełnomocnikowi Rządu do Spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej w osobie Wilhelma Billiga (który bezpośrednio po wojnie organizował  w Polsce radiofonię). Czytaj dalej Reanimacja Atomistyki

Ab ovo

„Stuknięty w głowę…”

Podobno zaraz po urodzeniu nie dawałem oznak życia i dopiero klaps lekarza spowodował mój krzyk. Ale mówiono, że urodziłem się „w czepku” (chodziło chyba o błonę owodniową). I tak moje życie zaczęło się od klapsa w tyłek. Pierwszego, ale potem przyszły następne, inne, czasem bardzo dotkliwe.

Czytaj dalej Ab ovo

Nobel dla Wałęsy i zapomniany utwór

Ze szczerym wzruszeniem oglądaliśmy transmisję telewizyjną z okazji 25-lecia wręczenia Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie. Przy tej okazji pragnę przypomnieć, że podczas uroczystości wręczania Medalu Noblowskiego Danucie Wałęsowej odtwarzany był utwór „Teleks do Polski”, skomponowany specjalnie na tę uroczystość przez panią Annę Jastrzębską, polską kompozytorkę mieszkającą w Norwegii. Warto dodać, że w tamtych trudnych czasach pani Anna brała aktywny udział w organizowaniu za granicą akcjach pomocy dla „Solidarności” w kraju, w pełni świadoma ryzyka z tym związanego.

Szkoda, że przy tak doniosłych obchodach organizatorzy nie pomyśleli, aby w stosownym momencie odtworzyć utwór – skomponowany z patriotycznej potrzeby serca polskiej kompozytorki na obczyźnie.

Jerzy Chmielewski
Przegląd Nr 51 (469), 21 grudnia 2008 br.

Hi – Signals (Biuletyn WKK PZK, Nr 8/9, sierpień – wrzesień 1967)

Jakże często w koleżeńskich dyskusjach spotykamy się z pojęciem – „ham spirit”. Ileż to razy na łamach biuletynów i czasopism poświęcano cenne miejsce dla omówienia wielorakich aspektów istoty tego pojęcia. A czyż to nasz prezes nie apelował do OM’s o podjęcie szerokiej dyskusji nad „ham spirit’em”? Dyskusji bardzo potrzebnej, tym bardziej, że samo określenie, wywodzące się z anglosaskiego żargonu, może być przez laika nieopatrznie i absolutnie mylnie przetłumaczone (np. przy użyciu słownika angielsko-polskiego) przy czym możliwa ilość wariantów jest wcale pokaźna.

Czytaj dalej Hi – Signals (Biuletyn WKK PZK, Nr 8/9, sierpień – wrzesień 1967)

Hi – Signals (Biuletyn WKK PZK, Nr 6/7, czerwiec – lipiec 1967)

Współczesna technika wykorzystania fal elektromagnetycznych zaszła dość daleko. Eksperymenty z przesyłaniem obrazów i mowy za pośrednictwem promienia laserowego, czyli świetlnego można uznać jako określające górną częstotliwość drgań fal elektromagnetycznych wykorzystywanych do przesyłania informacji. Częstotliwość tą można określić jako wyższą od 3.000.000 MHz. Jakże wąskie w tej skali są nasze pasma amatorskie, a „czterdziestka” w szczególności. A jak imponująco wygląda wykorzystanie wąskiego pasma potrzebnego dla przeniesienia częstotliwości naszej mowy przy tak wysokich częstotliwościach nośnych. W dziedzinie łączności laserowych laboratoria wyprzedziły radioamatorów, tak jak kiedyś w dziedzinie łączności na falach krótkich radioamatorzy byli pierwszymi pionierami. Czytaj dalej Hi – Signals (Biuletyn WKK PZK, Nr 6/7, czerwiec – lipiec 1967)

Hi – Signals (Biuletyn WKK PZK, Nr 5, maj 1967)

Trudno mi się przyznać, że byłem biernym świadkiem tej gorącej dyskusji, jaką prowadzili: znany wszystkim kolega Hamsiak z kolegą Mściwojem Szczebrzeszyńskim, aktywnym krótkofalowcem z sąsiedniego okręgu, ale nie mogę być względem Was nieszczery. Nie potrafiłbym zataić tej dyskusji, gdyż była ona wprost pasjonująca i pewien jestem, że jej przebieg Was też zainteresuje.

Z kolegą Hamsiakiem spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo w samym centrum Warszawy w Muzeum Radiokomunikacji. Rozmawialiśmy o tym i o owym, aż tu podchodzi do pana Hamsiaka jakiś dżentelmen z wyciągniętą ręką i woła: „Kopę lat drogi kolego, kogo widzę, co słychać, jak wam leci, co nowego na pasmach?” Następnie przedstawiłem się ja, podając swój znak – a w odpowiedzi usłyszałem uwagę, żeśmy ze sobą chyba jeszcze nie pracowali, co rzeczywiście, na marginesie mówiąc, było zgodne z prawdą. Od słowa do słowa, potem do kawiarni i przegadaliśmy chyba ze dwie godziny. To znaczy oni gadali, bo ja słuchałem jak w transie. „No Panie Kolego Mściwoju, a ileż to pan ma teraz krajów? Czy zrobił pan ostatnio tego Dona, W9WNV? Niech pan sobie wyobrazi, panie Hamsiak że polowałem na niego chyba przez miesiąc, nie jadłem nie spałem, nawet pić przestałem – wie pan co to znaczy – ale postanowiłem go „zrobić”. Wołałem wyżej, wołałem niżej i nie chciał mi odpowiedzieć. I tak drogi panie, dzień za dniem, noc za nocą! Panie Kolego – to była praca! Cały świat zgłaszał mi się jeden za drugim, Wujce, PeYgreki, DeeLe, no po prostu był tłok nie przeciętny. A zna pan moja stację, przypomina pan sobie mojego bima na pięć pasm z kolosalnym zyskiem 20 dB, no i moją katarynę – to przecież nie fujarka. Odbieram go więc na 599 + 50 dB, wariakiem podniosłem napięcie na końcówce, bimem kręcę i wołam, wołam, a on proszę pana nic! Od tego kręcenia bimem przetarła mi się linka, zgięła korba, ale ja się nie złamałem. Wreszcie mi odpowiedział, a szybko nadawał, ledwo go odbierałem. Podałem mu raport, imię, QTH i poprosiłem o QSL direct. Zdziwiło mnie, że nadał: „pse rpt ur name and address”. Powtarzałem mu chyba ze cztery razy, aż mi na koniec życzył 73, 88 i 99! Czy to nie dziwak?

– Tak, zaiste – odpowiedział Hamsiak – to nie było w stylu Dona – on przecież robi po 400 QSO na godzinę i nie chce tracić czasu, ja bardzo pana kolegę przepraszam, na odbieranie Pańskiego szanownego nazwiska. A i QTH ma pan nie mniej długie. To naprawdę nie w jego stylu. Jeśli Panu się udało, to jestem ciekaw czy przyśle panu QSL direct.

– Ja polowałem na Gusa, może Pan go zrobił? Tego W4BPD, no zna go chyba pan? On kiedyś ze Syjamu pracował, a panie, hi, hi, syjamska, hi, hi księżniczka hi, hi, Coca Colę mu podawała hi, hi!! Takiemu to dobrze! A on nie tylko trzaskał QSO za QSO jak błyskawica. Wyczułem jego rytm nadawania i dokładnie 4,5 kHz niżej króciutko zawołałem: de SP5XYZ ar. Odpowiedział natychmiast. Ufb dr Hamsiak 58N ufb 73 es 88 es cul. Podałem mu raport, życzyłem powodzenie w wyprawach DX-owych i co pan kolega powie, po pięciu dniach otrzymałem ekspresem lotniczym piękną kartę w czterech kolorach, na glansowanym kartonie z życzeniami: „For my best friend OM Hamsiak de Gus Browning”. Jak pan do mnie wpadnie pokaże panu, duża rzecz! Najważniejsza rzecz, to mówię panu, wczuć się w jego rytm i wołać krótko. No i nadawać elektronem z szybkością co najmniej 20 grup. Kolego – zwrócił się do mnie pan Hamsiak – a jak tam wasze dx-y?

To pytanie otrzeźwiło mnie. Rzeczywiście, jak moje Dx-y? Zacząłem się więc wymawiać, że już muszę pędzić, że właściwie to już się spóźniłem, że bardzo przepraszam, że dziękuję za okazję miłej rozmowy i że następnym razem sam opowiem o swoich sukcesach Dx-owych, a na razie drodzy Koledzy – serdeczny uścisk dłoni:

Cheerio de SP5LP

Hi – Signals (Biuletyn WKK PZK, Nr 4, kwiecień 1967)

W obecnej dobie fale eteru wykorzystywane są nie tylko przez nas, ale również i przez wiele innych służb: radiofonię, agencje prasowe, komunikację, a także przez naukowców. Wielu jest amatorów krótkofalowców wśród naukowców. Wielu też jest amatorów naukowców wśród krótkofalowców. Oni też często prowadzą prace odkrywcze, nowatorskie i czasami otwierają nowe perspektywy w dziedzinie budowy sprzętu do radiowej łączności.

Zdarzyło się też pewnego razu, że jeden z takich amatorów-naukowców Mr. Silirpa odkrył nowe, nieznane zjawisko zachodzące w pewnych warunkach w jonosferze. Zauważył on mianowicie, że raporty dotyczące siły sygnału jakie otrzymywał od swoich korespondentów były uzależnione od mocy jaką doprowadzał do stopnia końcowego i że w zakresie dużych mocy – powyżej 100 W poziom sygnału wyrażony w jednostkach S wzrastał proporcjonalnie do kwadratu mocy wyjściowej nadajnika. Był to zresztą fakt powszechnie znany. To, co zainteresowało Mr. Silirpa było związane z mocami mniejszymi od 100 W. Mr. Silirpa zauważył bowiem, że przy obniżaniu poziomu mocy wyjściowej Tx’a korespondenci z reguły nie zgłaszali osłabienia sygnału. Ba, przy obniżeniu mocy nadajnika do poziomu 1 W niektórzy z korespondentów zauważyli nieznaczny wzrost siły sygnału! Jeśli nasi Old Timerzy sięgną pamięcią do lat początków krótkofalarstwa, to z pewnością przytoczą wiele własnych QSO nawiązywanych z różnymi DX-ami, jak np. ZL, VK, lub CE przy użyciu mocy tego właśnie rzędu i przy nieporównanie gorszym sprzęcie odbiorczym!

Mr. Silirpa eksperymentując i konsultując z naukowcami instytutów badawczych doszedł do wniosku, że przy małych poziomach mocy wyjściowej nadajnika jonosfera posiada właściwości amplifikacyjne, które umożliwiają wykorzystywanie mocy rzędu 1 mW i 1 W z jednakowym skutkiem. Przy zwiększaniu mocy nadajnika fala wypromieniowana nasyca jonosferę i wzrost siły sygnału jest niewspółmiernie mały do wzrostu mocy. Ekonomicznie rzecz biorąc zaczynamy dokładać do interesu.

A czyż nie lepiej dołożyć starań aby spopularyzować QRP, choćby dokładając z kieszonki dewiz na tranzystory?

Cheerio de SP5LP